« Powrót do listy artykułów
Picture illustrating an article

Zawody nadwyżkowe, zawody deficytowe

01.03.2013
Łukasz Komuda   /
Fot. Greyerbaby, pixabay.com, licencja CC0 1.0
Wersja do wydruku

Niełatwo wskazać zawody deficytowe, czyli te, które dają względną łatwość w znalezieniu pracy. Jeszcze trudniej – te, które cieszyć się będą w nadchodzących latach coraz większym popytem.

W projekcie Praca.Enter do wskazania zawodów rozwojowych i deficytowych wykorzystaliśmy doświadczenie naszych ekspertów badających i analizujących rynek pracy. Podobną metodę stosuje wiele instytucji oraz media często podpierające się autorytetem wręcz tylko jednego specjalisty. Faktycznie jednak typowania zawodów przyszłości można dokonać na wiele sposobów – mierząc różne wycinki naszego życia gospodarczego i społecznego.

Każdy powiatowy i wojewódzki urząd pracy co pół roku podsumowuje liczbę napływających ofert pracy oraz liczbę i dynamikę bezrobocia w poszczególnych specjalnościach zawodowych. Na tej podstawie powstają rankingi zawodów deficytowych i nadwyżkowych. Rachunek jest prosty: jeśli w danym półroczu nowo zarejestrowanych bezrobotnych, np. techników dentystycznych, jest o co najmniej 10% więcej niż ofert pracy zgłoszonych w urzędzie dla tej specjalności, to zawód uważa się za nadwyżkowy (czyli lepiej nie kształcić się w tym kierunku), a jeśli to oferty pracy mają ponad 10-procentową przewagę, to zawód jest deficytowy (czyli istnieje przypuszczenie, że zdobywszy go będzie relatywnie łatwiej zdobyć pracę niż przy losowo wybranym innym zawodzie).


Dziesiątka najbardziej deficytowych i nadwyżkowych zawodów w Warszawie w I półroczu 2012 r.

Zawody deficytowe

Zawody nadwyżkowe

Taksówkarz

Technik ekonomista

Inwentaryzator

Architekt

Pracownik ochrony fizycznej I stopnia

Ekonomista

Biomasażysta

Asystent dyrektora

Konsultant ds. systemów teleinformatycznych

Technik mechanik

Urzędnik podatkowy

Malarz budowlany

Rozbieracz-wykrawacz

Redaktor wydawniczy

Opiekun osoby starszej

Kierownik biura

Ekspozytor towarów (merchandiser)

Pedagog

Telemarketer

Asystent usług pocztowych

Źródło: Urząd Pracy w Warszawie

Bazując na liczbie zamieszczonych na swoim portalu ogłoszeń o pracę, Manpower Group w raporcie „Niedobór talentów” w 2012 roku twierdził, że polscy pracodawcy najusilniej poszukują chętnych do pracy inżynierów, wykwalifikowanych robotników fizycznych, techników, kierowników i przedstawicieli handlowych. Monster Worldwide, analizując oddzielnie całe branże, wskazał, że firmy IT uskarżają się na brak programistów, branża finansowa – księgowych, w sprzedaży brakuje kierowników, a we wspólnych centrach obsługi (shared services centre) – po prostu pracowników płynnie mówiących w językach obcych.

Według struktury ogłoszeń zamieszczonych na portalu Pracuj.pl 30 sierpnia 2012 roku, najwięcej ofert trafiło do działów: finanse/ekonomia, obsługa klienta/call center, informatyka, kadra zarządzająca i inżynieria. W przypadku GazetaPraca.pl w tym samym dniu były to: inżynieria, budownictwo i architektura, informatyka, finanse/ekonomia oraz obsługa klienta/call center. Portal GoWork.pl w tym samym dniu zamieścił najwięcej ogłoszeń w działach: administracja, bankowość, budownictwo/geodezja i HR. Natomiast według firmy doradczej IPK, w okresie styczeń-wrzesień 2012 dominowały ogłoszenia w działach: sprzedaż/obsługa klienta, IT, finanse i księgowość, inżynieria/technika/konstrukcja, kadra zarządzająca (analiza obejmowała średnią z cotygodniowych szacunków).

Różnego rodzaju zestawienia dotyczą także wykształcenia, szczególnie osób z wykształceniem wyższym – tu warto wyróżnić dane Ministerstwa Pracy dotyczące bezrobotnych legitymujących się wyższym wykształceniem w podziale na kierunki studiów. We wrześniu 2012 roku w urzędach pracy najwięcej bezrobotnych miało za sobą skończone studia wyższe w dziedzinach: pedagogika (10,8 tys.), marketing (7 tys.), politologia (3,6 tys.) i socjologia (2,6 tys.).

Każda z powyższych metod wskazania przyszłościowych bądź nadwyżkowych branż i profesji ma swoje wady. Aż prosiło się, by skorzystać z całej ich grupy i spróbować wyciągnąć łączne wnioski z różnego rodzaju badań w ramach jednego raportu. I tak też się stało: w ramach projektu współfinansowanego z Europejskiego Funduszu Społecznego Instytut Nauk Społeczno-Ekonomicznych (INSE) opracowuje właśnie metodologię, która sięgnie po informacje z urzędów pracy (z systemu Syriusz), zbierze informacje na temat ofert w instytucjach publicznych i uwzględni zasoby ogłoszeń umieszczanych na wszystkich ważniejszych stronach internetowych. Ale na tym nie koniec – wiedzę o popycie i podaży na rynku pracy wzbogacić mają: badania ankietowe przedsiębiorców, wybrane informacje z Systemu Informacji Oświatowej MEN oraz dane GUS (BAEL, badanie popytu na pracę i analizy dotyczące studiów wyższych). Synteza ma być uzupełniona o prognozy dotyczące rynku pracy i zapotrzebowania na poszczególne specjalności zawodowe za pięć lat. Testując przyjętą metodologię, która będzie zapewne jeszcze modyfikowana, INSE przyjrzał się czterem powiatom: dla bytomskiego, szydłowieckiego, włodawskiego i dębickiego opracowała została tzw. informacja sygnalna dla I połowy 2012 roku, a dla Gdańska – raport roczny za 2011 rok.


Wybrane zawody deficytowe i nadwyżkowe w Bytomiu w I połowie 2012 roku (informacja sygnalna)

Maksymalnie deficytowe

Maksymalnie nadwyżkowe

Kierownicy w górnictwie

Introligatorzy

Programiści aplikacji

Operatorzy maszyn i urządzeń do produkcji i przetwórstwa metali

Agenci sprzedaży bezpośredniej

Formierze odlewniczy

Pracownicy call center

Operatorzy maszyn i urządzeń do produkcji wyrobów chemicznych

Kierownicy w firmach handlowych

Obuwnicy

Kierownicy ds. badań i rozwoju

Pracownicy ds. transportu

Organizatorzy konferencji i imprez

Pracownicy domowej opieki osobistej

Źródło: INSE

Dlaczego sposób opracowania danych będzie jeszcze zmieniany? Otóż już sami badacze na etapie pilotażu zorientowali się, że zderzają się z szeregiem ograniczeń, które dotyczą zresztą każdego rodzaju oceny zawodów deficytowych, nadwyżkowych czy zawodów z dobrą perspektywą na przyszłość. Analiza na poziomie powiatu wydaje się badać rynek na za małym obszarze geograficznym, natomiast poziom województwa budzi wątpliwości, bo np. pomiędzy województwami śląskim, dolnośląskim i opolskim przepływają dziesiątki tysięcy ludzi, dojeżdżając z miejsca zamieszkania do zakładu pracy. Zaś poziom kraju daje tylko ogólne wskazówki – lokalna sytuacja może być czasem zupełnie odwrotna niż ogólnopolska.

Podobnie trudno określić zakres czasowy badania: migawkowa analiza sytuacji z dnia, tygodnia czy miesiąca daje obraz zbyt wyrywkowy, a zbyt długi okres (np. roku) niewiele pomoże osobie, która myśli o szkoleniu zawodowym, by skorzystać z wakatów, o których wspomina badanie, a których po tak długim czasie może już nie być. Niepokoić może także długotrwałość dokładnych, wielopoziomowych badań – im więcej staramy się wiedzieć, tym później uzyskujemy wnioski i mniej są one warte, bo rzeczywistość nie stoi w miejscu! Na dokładkę niełatwo jest zdefiniować sam zawód: jeśli opiszemy go zbyt precyzyjnie, profesje rozmnożą się w tysiące. A jeśli potraktujemy zbyt ogólnie – specjalności będzie mało i w jednej grupie znajdą się np. wszyscy inżynierowie, choć przecież przejście z pracy inżyniera chemika do inżyniera budownictwa jest w praktyce niemożliwe z uwagi na specjalistyczną wiedzę, jaką każda specjalność obejmuje.

Podsumowując: zawody przyszłości oraz te specjalności, których zdobywanie może zakończyć się trudnościami w zdobyciu pracy, nie są więc łatwe do wskazania. Każda formuła ma poważne ograniczenia metodologiczne. Warto jednak podkreślić, że naukowo przygotowane raporty oraz doświadczenie ekspertów są zdecydowanie lepszym źródłem wiedzy potrzebnej do podjęcia strategicznej decyzji niż stereotypy czy np. mit o tym, że nawet najgorszy magister prędzej czy później znajdzie pracę.

Łukasz Komuda, lkomuda@fise.org.pl

Więcej na temat trudności we wskazywaniu zawodów przyszłości znajdziesz tutaj:

http://bezrobocie.org.pl/wiadomosc/847695.html