« Powrót do listy artykułów
Picture illustrating an article

Zawody i umiejętności przyszłości

28.06.2013
Łukasz Komuda   /
Fot. Wikipedia, Autor: Bill Branson, Licencja: CC0
Wersja do wydruku

Prognozowanie rynku pracy – szczególnie długoterminowe – to bardzo trudna sztuka. Niemniej każdy z nas na pewnym etapie życia powinien spróbować dokonać takiej analizy, wybierając ścieżkę zawodową. A choć niełatwo wskazać konkretne zawody, które na pewno dadzą nam pracę za 20-30 lat, to można podpowiedzieć to, jakie kompetencje będą nam wtedy potrzebne.

Na stronie praca-enter.pl w Katalogu zawodów przy niektórych profesjach można znaleźć symbole „zawód deficytowy” i „zawód rozwojowy”. To pierwsze oznaczenie jest oczywiste: sygnalizuje, że aktualnie na rynku pracy zapotrzebowanie na specjalistów danej dziedziny jest większe niż ich liczba, co oznacza, że stosunkowo łatwiej znaleźć zatrudnienie w takim zawodzie niż w zawodach nieoznaczonych wskazanym symbolem. Oczywiście jest to uśrednienie w skali kraju.

„Zawód rozwojowy” ma nieco inny charakter – w tym przypadku eksperci FISE, wybierający i opisujący zawody, starali się wskazać te, przy których z dużym prawdopodobieństwem można ocenić, że zapotrzebowanie na osoby wykonujące dany zawód będzie rosło. To oznacza, że dziś popyt na takich specjalistów wcale nie musi być duży, ale powinien rosnąć, co wiemy bazując na przykładach krajów zachodnich, tendencji społecznych i ekonomicznych oraz postępie technologicznym.

Zawody, których nie było
Fakty są takie, że tego typu przewidywania sprawdzają się jedynie w krótkim przedziale czasu – kilku lat, a najwyżej dekady. Rynek pracy zmienia się bowiem tak szybko, że wszelkie bardziej długoterminowe prognozy okazują się zwykle nietrafione. Choć przewidywania ekspertów skrzą się od błyskotliwych przykładów futurystycznych zawodów, ich realność brutalnie weryfikuje rzeczywistość – nie inaczej będzie zapewne z przedstawioną listą zawodów przyszłości, zaproponowaną na bazie wskazań ekspertów przez „The Telegraph”. W opublikowanym w tym roku materiale dziennik podpowiadał, że w 2020 roku nieźle płatnej pracy nie zabraknie dla m.in. architektów wirtualnych obiektów (projektujących wirtualne budynki i reklamy na potrzeby gier komputerowych, map elektronicznych itd.), specjalistów do oczyszczania komputerów i urządzeń mobilnych ze zbędnych danych, kontrolerów klimatu (manipulujących pogodą na danym obszarze według zadanych parametrów) i projektantów dzieci (w miarę postępu genetyki coraz więcej cech potomstwa będzie można zaprogramować, a fachowcy ci mają pomagać w doborze optymalnych cech pasujących do potrzeb i charakteru rodziców).

Historia pokazuje, że w gospodarce, a więc i na rynku pracy, ogromne przetasowania następują za sprawą technologii (a także zmian kulturowych i mód!), których nikt się nie spodziewał. Dla przykładu wspomnijmy  błyskawiczny rozwój telefonii komórkowej. Popularności tej technologii nie przewidział chyba żaden liczący się specjalista, a wygenerowała ona co najmniej kilka osobnych zawodów. Co więcej, fachowcom od rynku pracy dziesięć lat temu nie śniło się, że telefony rozwiną się w ciągu dekady do poziomu platform do gier, oglądania i nagrywania filmów oraz skomplikowanych narzędzi pracy. A rzecz względnie nowa – możliwość indywidualizacji oprogramowania – doprowadziła w ciągu kilku lat do powstania kolejnego zawodu, jakim jest twórca aplikacji na urządzenia mobilne.

Z drugiej strony, ekonomiści i eksperci rynku IT na początku tego wieku, wcześniej zaskoczeni, a potem zauroczeni popularnością nowego narzędzia – telefonu komórkowego – wróżyli, że narodzi się zapotrzebowanie na twórców stron internetowych, platform transakcyjnych itd. w standardzie WAP, który programiści opracowali specjalnie dla komórek (uwzględniał on skromne możliwości ówczesnych telefonów jeśli chodzi o transfer danych, pamięć, możliwości obliczeniowe itd.). Jednak póki dostęp do sieci internetowej przez telefon był wówczas drogi, więc użytkownicy unikali surfowania po sieci. Gdy zaś cena dostępu spadła, komórki były już dużo potężniejsze, a ich oprogramowanie pozwoliło na przeglądanie zasobów sieci tak, jak na komputerze, co w większości krajów świata zanegowało sens używania WAP.

Nie ma gwarancji
Gdy w 2007 roku „Gazeta Wyborcza” próbowała – na podstawie rozmów z ekspertami – wskazać kilka zawodów, które mają szansę rozkwitnąć w ciągu dekady. Obok propozycji – jak się zdaje – trafionych (np. mechatronik), oraz takich, których czas może jeszcze przyjść (np. teletutor), znalazło się kilka pudeł (np. groomer, czyli psi fryzjer, albo sanitariusz drzew). W przypadku tych ostatnich często duże znaczenie ma fakt, że wskazywano zawody z grupy nisko opłacanych, gdzie – nawet, gdy pojawia się popyt – niewiele osób garnie się, by je wykonywać. Wskazanie ciekawych nisz na rynku pracy okazało się zatem znacznie trudniejsze, niż można było przypuszczać – nawet w perspektywie 10 lat.

Kłopoty z wyczuwaniem trendów mają także instytucje rządowe, uzbrojone we wszelkie dostępne dane i narzędzia. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w 2007 roku zaczęło zamawiać na wybranych uczelniach dodatkowe miejsca dla studentów w specjalnościach, które – jak się zdawało – są szczególnie potrzebne naszej gospodarce. Efekt? Dodatkowi studenci przyjęci np. na automatykę i robotykę, biotechnologię czy też energetykę po skończeniu studiów poradzili sobie z poszukiwaniem pracy lepiej niż przeciętny absolwent szkoły wyższej. Ale już w przypadku chemii, inżynierii środowiska i ochrony środowiska „zamówieni” studenci po studiach trafiali na bezrobocie częściej niż przeciętny absolwent, a nawet częściej niż osoby po popularnych kierunkach humanistycznych!

Baza dla wszystkich
Porażka w niektórych elementach wspomnianego wyżej projektu, który pochłonął 1,2 mld zł, nie musi jednak dowodzić tego, że MNiSW fatalnie wybrało szczególnie potrzebne specjalności. Problemem może być to, że to, czego uczą polskie uczelnie wyższe, nie jest tym, czego potrzebuje rynek pracy.

Dlatego pracodawcy coraz częściej manifestują to, że potrzebują nie bardzo abstrakcyjnej wiedzy teoretycznej, którą wykorzystywać będzie mniej niż jeden promil pracowników, ale umiejętności praktycznych – począwszy od takiego abecadła, jak umiejętność poszukiwania i sortowania informacji (coraz bardziej potrzebna w czasach Internetu, gdzie znaleźć można wszystko, tylko trzeba wiedzieć jak), uczenia się nowych rzeczy i pracy w grupie. – Kandydaci do pracy, z jakimi miałam do czynienia, mieli często braki na jeszcze niższym poziomie: umiejętności logicznego wysławiania się, argumentowania, sporządzania użytecznych notatek, a nawet elementarnej kultury osobistej i umiejętności dobrania stroju do okoliczności. To są zaniedbania na poziomie gimnazjum, a nawet szkoły podstawowej – zwraca uwagę Dominika Staniewicz, ekspert ds. rynku pracy Business Centre Club, członek i założyciel Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia, właścicielka firmy usług HR.

Specjaliści zajmujący się rynkiem pracy oraz przedstawiciele organizacji pracodawców podkreślają, że wymienione wyżej umiejętności są nie dość, że uniwersalne, czyli potrzebne właściwie na każdym stanowisku pracy, to w dodatku… nie starzeją się. Czyli tak jak były potrzebne 30 lat temu, tak i trudno sobie wyobrazić, że za 30 lat będzie można się ich obyć.

Czego się nauczyć?
Skoro trudno wskazać ścieżki wykształcenia wiodące do gwarantowanej kariery, to może są jeszcze jakieś inne umiejętności, które warto szlifować, by osiągnąć zawodowy sukces? Obok wymienionych wyżej kompetencji warto skorzystać ze wskazówek, jakich dostarczył raport „Future Work Skills 2020”, przygotowany w 2011 roku przez badaczy Institute for the Future oraz University of Phoenix Research Institute. Według tego opracowania do dziesiątki kluczowych umiejętności, jakich potrzeba będzie pracownikom, by odnaleźć się na rynku pracy w 2020 roku, należą:

  1. Umiejętność analizy i śledzenia związków przyczynowo-skutkowych, w tym – znajdowania głębszego sensu i istotności zachodzących w gospodarce i rzeczywistości społecznej zjawisk,
  2. Empatia, pozwalająca zrozumieć otoczenie, wpływać na reakcje i wchodzić w pożądane relacje z innymi,
  3. Kreatywność w odnajdywaniu rozwiązań, które wykraczają poza wyuczone schematy,
  4. Umiejętność pracy w różnych środowiskach pod względem kultury organizacyjnej oraz umiejętność współpracy z ludźmi z różnych kultur narodowych i organizacyjnych,
  5. Umiejętność syntezy ogromnych ilości danych w spójne koncepcje i budowa rozumowania opartego na danych,
  6. Umiejętność rozwoju treści, które wykorzystują nowe środki przekazu i wykorzystywania tych mediów do skutecznej komunikacji, ale nie bez pewnej dozy ostrożności i krytycyzmu,
  7. Interdyscyplinarność, czyli zdolność do rozumienia koncepcji, które wykraczają poza zasięg jednej dyscypliny np. naukowej,
  8. Myślenie zadaniowe i procesowe, czyli umiejętność definiowania i realizacji zadań oraz procesów twórczych w taki sposób, aby otrzymać pożądany efekt,
  9. Umiejętność nadawania ważności informacjom oraz zwiększania ich użyteczności,
  10. Umiejętność efektywnej współpracy jako członek wirtualnego zespołu.

Ze wskazaniami tymi trudno się sprzeczać, choć niektóre zdefiniowane są może zbyt szczegółowo, a inne dotyczą raczej prac biurowych i to w średnich oraz dużych organizacjach. Reasumując, trzeba więc powiedzieć, że znacznie łatwiej wskazać pewne zestawy umiejętności, jakie mogą być atutem na rynku pracy za kilka-kilkanaście lat, niż konkretne zawody nawet niedalekiej przyszłości. Skoro tak, to wybierając ścieżkę edukacji lub też miejsce pracy opłaci się nam wziąć pod uwagę to, gdzie zdobędziemy lub podszlifujemy wspomniane wyżej uniwersalne kompetencje. Wtedy jeśli nawet np. kierunek studiów lub wybrany fach okaże się ślepą uliczką, to poszukiwania pracy w dziedzinach odległych od zdobytego wykształcenia będzie mniej kłopotliwe.

Łukasz Komuda, lkomuda@fise.org.pl