« Powrót do listy artykułów
Picture illustrating an article

Na jakich umowach pracują Polacy

02.04.2014
Kamil Fejfer   /
Fot. Teresa Williams, źr. Flickr.com, licencja CC-BY-SA 2.0
Wersja do wydruku
Na śmieciówkach pracuje w Polsce blisko 9% zatrudnionych. Pozornie to niewiele, ale mówimy tu o armii liczącej 1,2 mln pracowników. Zanim zaczniemy rozważać, w jakim stopniu stanowi to problem dla naszej gospodarki, spróbujmy rozdzielić pożyteczną i szkodliwą elastyczność form zatrudniania. I przyjrzyjmy się formom zatrudnienia Polaków.
 

Umowy śmieciowe to jeden z głównych tematów przewijających się w polskich mediach w kontekście rynku pracy. Środowiska pracodawców bagatelizują temat mówiąc o „dobrowolności zawieranych umów” i „niefortunności” nazywania umów cywilnoprawnych śmieciówkami. Część obserwatorów bije jednak na alarm. „Uśmieciowione” są całe branże, a państwo, używając ceny jako głównego kryterium w przetargach publicznych, wspiera to zjawisko. Warto pamiętać o tym, że spora część ze śmieciówek powstaje po to, by naginać albo wprost łamać prawo. Na takich rozwiązaniach korzystają głównie pracodawcy, którzy mają przewagę negocjacyjną w rozmowach z pracownikiem – ze względu na asymetrię informacji, dużą liczbę bezrobotnych i długi okres poszukiwania nowego miejsca pracy. Tę nierównowagę sił rynkowych najbardziej obrazowo można przedstawić w ten sposób: pracodawca może zwykle powiedzieć pracownikowi, że ma potencjalnie 10 osób na jego miejsce, tymczasem pracownik rzadko może uczciwie odeprzeć to argumentem, że sam ma 10 potencjalnych pracodawców chętnych do podpisania umowy od zaraz. Jakie prawa wynikają z umowy o pracę i kiedy powinna zostać zawarta? Ilu Polaków podpisuje umowy, które de facto łamią przepisy kodeksu pracy? I jaki jest bilans walki o uelastycznianie rynku pracy?

Umowa o pracę
Kiedy pracodawca powinien podpisać z pracownikiem umowę o pracę? Jest to jasno sprecyzowane w Kodeksie Pracy. Stosunek pracy występuje, gdy spełnione zostają trzy warunki: praca pod nadzorem, w wyznaczonym miejscu oraz czasie. – Z prawnego punktu widzenia kluczową rolę odgrywa regularność czasowa tych samych obowiązków – wyjaśnia Piotr Szumlewicz, ekspert OPZZ. Jeśli więc pracujemy w biurze od 8 do 16, to trzymając się litery prawa powinniśmy być zatrudnieni na umowę o pracę. Kodeks jasno stwierdza, że przy zachowaniu takich warunków nie jest możliwe zastąpienie umowy o pracę umową cywilnoprawną. Alternatywą może być jedynie samozatrudnienie. Warto jednak podkreślić, że wymuszenie przez pracodawcę na pracowniku samozatrudnienia jest nielegalne.

Kodeks pracy gwarantuje pracownikowi wiele praw m.in. prawo do płatnego urlopu, płacę minimalną, ochronę zdrowia, ochronne okresy wypowiedzenia, możliwość przynależenia do związków zawodowych, możliwość dochodzenia swoich praw w sądzie pracy, a w razie utraty pracy –zasiłek dla bezrobotnych. Według Kodeksu za pracę w nadgodzinach należna jest wypłata, a staż pracy liczy się do emerytury. W razie rozwiązania umowy o pracę, jeśli przyczyna leży po stronie pracodawcy, pracownikowi należy się odprawa. Co ważne: w świetle prawa osoba niezatrudniona na umowę o pracę nie jest nawet pracownikiem!

Umowy cywilnoprawne mają swoje zalety, ale są to zalety głównie po stronie pracodawców, którzy nie muszą odprowadzać składek za pracowników oraz dzięki zacznie większej elastyczności mogą pozwolić sobie na zwalnianie pracowników z dnia na dzień. Umowy tego rodzaju są również „tańsze”, czyli pracodawca wydając na zatrudnienie pracownika określoną kwotę może mu przekazać więcej pieniędzy do ręki – co może stanowić o jego atrakcyjności, szczególnie u pracowników zarabiających najmniej i walczących o byt.

Umowa na czas określony
Umowa na czas określony cechuje się 2-tygodniowym okresem wypowiedzenia. W przypadku umowy na czas nieokreślony wynosi on, w zależności od czasu zatrudnienia u danego pracodawcy: 2 tygodnie (jeśli pracownik był zatrudniony krócej niż 6 miesięcy), miesiąc (zatrudnienie przez co najmniej 6 miesięcy), 3 miesiące (zatrudnienie co najmniej 3 lata). Często jest więc przez pracodawców nadużywana, aby mogli oni łatwiej zwolnić pracownika. Należy pamiętać jednak, że umowę na czas określony, według prawa, można podpisać wtedy, kiedy istnieją racjonalne powody takiego działania. Umowa na czas określony może być zawarta tylko dwa razy z rzędu. Trzecia umowa musi być umową na czas nieokreślony. Dodatkowo, Sąd Najwyższy w wyroku z 2005 roku uznał, że trwająca kilka lat umowa na czas określony jest próbą obejścia przez pracodawcę przepisów. Wyrok taki nie stanowi jednak źródła prawa obowiązującego w Polsce. Innymi słowy, w razie konfliktu pracownik-pracodawca sądy pracy mogą brać ten wyrok pod uwagę, ale nie mają takiego obowiązku.

Umowy cywilnoprawne
Według przepisów Kodeksu Cywilnego (art. 627–646) za wykonanie umowy o dzieło należy się zapłata. Tyle tylko, że taka umowa wygasa wraz z niezdolnością do pracy przyjmującego zlecenie. Jeżeli więc pracownik zatrudniony na umowie o dzieło złamie nogę i taki uraz nie pozwala mu wykonywać pracy, to według prawa jego umowa jest nieważna. To bardzo istotna kwestia – zwłaszcza jeżeli weźmie się pod uwagę fakt, że umowy o dzieło nie są oskładkowane, a więc korzystający tylko z tej formy zatrudnienia pracownik traci źródło dochodu (ZUS nie zapłaci mu za pracę, której nie może wykonać za sprawą urazu czy choroby wymagających długiego leczenia).

Co więcej, choć Art. 62 ust. 2 Konstytucji RP brzmi „Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych.”, to pechowiec taki może liczyć się z tym, że za wszelkie usługi medyczne w ośrodkach publicznej służby zdrowia przyjdzie mu zapłacić z własnej kieszeni. To ostatnie ryzyko skłania część osób pracujących na umowach o dzieło do dobrowolnego ubezpieczenia zdrowotnego. Z danych NFZ za rok 2012 wynika jednak, że takich osób jest bardzo niewiele. Liczba osob opłacających składkę na dobrowolne ubezpieczenie zdrowotne wynosiła zaledwie nieco ponad 12 tysięcy.

Umowy zlecenia (art. 734–751 Kodeksu Cywilnego) w odróżnieniu do umów o dzieło są oskładkowane, o czym mówi Ustawa o systemie ubezpieczeń społecznych. Osoba pracująca na taką umowę podlega obowiązkowemu ubezpieczeniu emerytalnemu, rentowemu, wypadkowemu i zdrowotnemu. Dobrowolnie może także odprowadzać składki na ubezpieczenie chorobowe. Powszechną praktyką w Polsce jest podpisywanie z pracownikiem dwóch umów. Jedna umowa zlecenia na bardzo niską kwotę, druga na pozostałą sumę. Obowiązek odprowadzania składek obowiązuje tylko od jednej z nich. Stąd wziął się pomysł resortu pracy na uszczelnienie systemu: według rządowych propozycji, które niebawem mają wejść w życie, składkami rentowymi i emerytalnymi mają być obciążone umowy zlecenia do sumy równej co najmniej wynagrodzeniu minimalnemu.

Praca na umowie zleceniu nie wlicza się do stażu pracy. Pracodawca może również bardzo łatwo pozbyć się takiego pracownika. Według prawa umowa zlecenie zakłada brak podporządkowania zleceniodawcy, co często okazuje się fikcją świadcząco o tym, że w miejsce umowy o pracę stosowana jest z łamaniem prawa umowa cywilnoprawna.

Główna różnica między umową o dzieło i umową zlecenia, oczywiście poza kwestią ubezpieczeń społecznych, to rezultat pracy. W umowie o dzieło liczy się właśnie dzieło: efekt pracy. Przy umowie zlecenia pojawia się także tzw. „staranność działania”, co zbliża ją pod względem logiki i regulacji do umowy o pracę.

Samozatrudnienie
Indywidualna działalność gospodarcza, zwana powszechnie samozatrudnieniem, to podjęcie działalności we własnym imieniu, na własny rachunek oraz własne ryzyko. Osoba samozatrudniona może również zatrudniać inne osoby na umowę o pracę, umowy zlecenia oraz umowy o dzieło. Jeżeli osoba samozatrudniona podejmie się zatrudnienia innych osób, to ponosi ryzyko nieterminowości, czy niesolidności wykonania przez nie działań. Co ważne, samozatrudnienie to też załatwianie wszelkich forlmalności i zobowiązań wobec państwa. Samozatrudniony musi pamiętać o uzyskiwaniu pozwoleń, zgód itd. Często potrzebuje także pomocy w zakresie obowiązków księgowo-podatkowych.

Niestety, dotkliwym zjawiskiem w Polsce jest samozatrudnienie wymuszane jest przez pracodawcę, który w ten sposób obniża koszty własnej działalności.

Śmieciówka okiem ekspertów
– Warto zdać sobie sprawę z tego, że określenie „umowa śmieciowa” nie jest określeniem naukowym, tylko publicystycznym. Można je porównać chociażby do amerykańskiego określenia „junk job” odnoszącego się do sektora niskopłatnych prac. Podobnie jak „śmieciówki” określenie to nie weszło do dyskursu akademickiego – wyjaśnia prof. Ryszard Szarfenberg z Instytutu Polityki Społecznej UW. – Choć jako człowiek uniwersytetu unikałbym pojęć tak wartościujących, to rozumiem, że celem aktywistów jest wprowadzenie terminów, które odnosiłyby się krytycznie do postulatów elastycznych form zatrudnienia – dodaje. Jednocześnie zauważa, że również pojęcie „elastyczna forma zatrudnienia” nie jest pojęciem aksjologicznie obojętnym. – To tak jak mówi się „stare” vs „nowe”. „Nowe” zawsze ma pewną przewagę w debacie publicznej, chociaż obiektywnie wcale tak być nie musi – stwierdza prof. Szarfenbert.

– Pojęcia „śmieciówka” używałbym w dwóch zakresach. Węższym – odnoszącym się do umów cywilnoprawnych stosowanych niezgodnie z prawem, oraz szerszym – do wszystkich form zatrudnienia cechujących się niestabilnością i niskimi płacami. W tym drugim przypadku mielibyśmy więc do czynienia nie tylko z umowami cywilnoprawnymi, ale również z samozatrudnieniem często wymuszanym przez pracodawców, czy z umowami o pracę na czas określony – stwierdza Piotr Szumlewicz.

Definicja krok po kroku
Środowiska pracodawców często wzbraniają się przed określaniem umów cywilnoprawnych, czy czasowych umów o pracę mianem „umów śmieciowych”. Często bowiem jest tak, że wcale nie mają one charakteru porozumień, w których to pracodawca ma bezwzględną przewagę negocjacyjną i narzuca warunki gorsze od tych, jakie cechują umowę o pracę na czas nieokreślony, pracownikowi, który zwyczajnie musi pogodzić się z takim dyktatem. Trudno śmieciówką nazwać umowę, która jest świadczona przez specjalistę-programistę za kilkanaście tysięcy złotych, a podobnych przykładów są tysiące – z tej formy zatrudnienia korzystają bowiem specjaliści świadczący wysokopłatne usługi i/lub osoby realizujące prace projektowe, które nie wymagają nadzoru oraz określonego miejsca i czasu wykonania zdania. Zatrudnioną w takim trybie osobę stać na opłacenie składek ZUS. Często może się ona również cieszyć umową o pracę, która gwarantuje jej staż pracy wliczający się do emerytury. Mało tego: trudno przecież nazwać śmieciówką umowę o pracę podpisaną na czas określony jeżeli wymaga tego charakter pracy, na przykład jest to praca ściśle związana z zadaniem, które ma konkretny i przewidywalny harmonogram.

Zwróćmy jednak uwagę, że obok wspomnianych wyżej fachowców odnoszących sukcesy na rynku pracy, co najmniej tak samo liczna jest grupa tych, którzy doświadczają zatrudniania na niskopłatne umowy cywilnoprawne lub czasowe umowy o pracę stosowane nielegalnie w zamian umów o pracę na czas nieokreślony. Dlatego ostatecznie „śmieciówkę” można zdefiniować jako rodzaj umowy – często podpisanej ze złamaniem obowiązujących przepisów – prowadzący do pogorszenia warunków zatrudnienia po stronie pracownika (większa niestabilność zatrudnienia, brak ubezpieczeń socjalnych, brak prawa do płatnego urlopu, brak możliwości dochodzenia wypłaty za nadgodziny, brak okresu wypowiedzenia, brak zaliczania czasu pracy do stażu pracy) przy jednoczesnych oszczędnościach i korzyściach po stronie pracodawcy.

Oczywiście diabeł tkwi w szczegółach. Trudno jest mówić o śmieciówkach w kontekście umów podpisywanych np. ze studentami. Są oni bowiem ustawowo objęci obowiązkowym ubezpieczeniem społecznym. W ich przypadku praca również dość rzadko ma charakter stały, zazwyczaj jest to po prostu okresowe „dorabianie”. Problemem osób studiujących są natomiast bezpłatne staże, podczas których często wykonują oni prace, które powinni wykonywać pracownicy etatowi (niejednokrotnie zadania te nie mają nic wspólnego ze zdobywaniem kwalifikacji). Nie należy również mówić o śmieciówkach w kontekście osób, które w ten sposób sobie dorabiają będąc jednocześnie zatrudnione na stałym etacie, który gwarantuje im prawa pracownicze.

Ilu z nas jest na śmieciówkach?
Kompletnych i wiarygodnych danych pokazujących na jakich umowach zatrudniani są Polacy niestety brak. Jesteśmy więc skazani na szacunki w oparciu o różne źródła. W kwietniu 2013 roku Rzeczpospolita przedstawiła własne wyliczenia. Według dziennika na śmieciówkach w 2012 roku miało pracować ok. 600 tys. osób. Dla porównania: podczas debaty publicznej na temat tzw. „godzinówek”, która w Polsce przetoczyła się pod koniec ubiegłego roku, resort pracy szacował liczbę osób zatrudnionych „na godziny” na około 900 tys. Były to zazwyczaj osoby zatrudnione na umowy zlecenia. Przypomnijmy kontekst sprawy: po nagłośnieniu oferty pracy w sektorze ochrony, w której pracodawca proponował 2,40 zł brutto, MPiPS wyszło z propozycją wprowadzenia minimalnej stawki godzinowej w wysokości 10 zł brutto (co jest z resztą zbliżone do postulatów podnoszonych wcześniej przez związki zawodowe). Inne dane na ten temat prezentuje Główny Urząd Statystyczny, bazujący w swoich obliczeniach na informacjach pochodzących z systemów administracyjnych Ministerstwa Finansów i ZUS oraz z własnych badań. Według GUS liczba osób, które pracują jedynie na umowach cywilnoprawnych nie posiadając etatu wynosiła w końcu 2012 około 1 mln 350 tys. osób. – Można zaryzykować tezę, że do dnia dzisiejszego sytuacja zmieniła się i że w 2014 roku na tego typu umowach pracuje około 1,5 mln osób – stwierdza Piotr Szumlewicz. Trzeba jednak pamiętać, że część z nich pracowała w takiej formule z własnej woli i np. samodzielnie dbała o swoje ubezpieczenie.

Według GUS w 2012 roku samozatrudnionych było w Polsce około 1,1 mln, czyli stanowili ok. 8% zatrudnionych w gospodarce narodowej (wg. rejestru REGON w porównywalnym okresie w Polsce było nieco ponad 2,9 mln samozatrudnionych. Klasyfikacja obejmuje jednak samodzielne działalności, które są nieaktywne, zawieszone lub samozatrudnionych zatrudniających inne osoby). Pewna część z liczby 1,1 mln osób wskazywanych przez GUS (trudna do precyzyjnego wskazania) została zmuszona przez pracodawców na przejście na tę formę zatrudnienia. Rzeczpospolita w 2013 roku szacowała, że w 2012 roku było to ok. 15% wszystkich samozatrudnionych. Jednak biorąc pod uwagę to, że liczbę „śmieciowych miejsce pracy” dziennik ten oszacowała o 1/3 niżej niż szacunki rządowe, należy do tych danych podchodzić z dużym dystansem.

Kolejnym źródłem, które mówi nam o tym, na jakich umowach pracują Polacy, jest Diagnoza Społeczna 2013 – obszerne badanie przeprowadzane przez zespół ekspertów kierowany przez Janusza Czapińskiego. Badanie ma charakter panelowy – od 2000 roku w odstępie kilku lat bada się te same gospodarstwa i osoby. Dzięki temu możliwe jest uchwycenie pewnych trendów, które pomijać mogą analizy prowadzone przy odmiennej metodyce. Autorzy badania stwierdzają, że Polska wyróżnia się spośród krajów europejskich dużym udziałem umów na czas określony, których jest więcej niż samozatrudnionych czy też osób pracujących na umowach cywilnoprawnych*.

Struktura zatrudnienia w Polsce według form zatrudnienia (w %)

Źródło: Diagnoza Społeczna 2013

Licząc razem trzy wspomniane wyżej kategorie i doliczając inne umowy okresowe możemy policzyć, że grupa ta liczy 30,8% wszystkich badanych. Przyjmując, że w I kwartale 2013 roku (badania realizowane były od stycznia do kwietnia) zatrudnionych było 15,3 mln mieszkańców naszego kraju, w wyróżnionym segmencie rynku pracy znalazło się ok. 4,8 mln pracujących. Trzeba jednak pamiętać, że tylko część z nich można zaliczyć do osób pracujących na śmieciówkach. Ostrożne szacunki pozwalają oszacować, że do podgrupy tej należeć może co czwarty pracownik spośród osób zatrudnionych na umowę terminową, umowę cywilnoprawną lub samozatrudniony. To daje niemal 8% wszystkich zatrudnionych, czyli 1,2 mln Polaków. Los pracownika na śmieciówce to los co dwunastej osoby zatrudnionej w naszym kraju.

Jakie branże są najbardziej uśmieciowione?
– W Polsce istnieją całe sektory zdominowane przez śmieciówki – stwierdza Piotr Szumlewicz. Wśród nich ekspert wymienia choćby branżę ochroniarską. Warto zwrócić uwagę, że ochrona spełnia wszystkie cechy pracy „kodeksowej” – określone godziny, czas, oraz miejsce. Innym „uśmieciowionym” zawodem według Szumlewicza jest chociażby roznoszenie ulotek. Z doniesień medialnych i doświadczenia można również stwierdzić, że zjawisko to występuje w tzw. branży kreacyjnej, czyli mediach, PR oraz (może w nieco mniejszym stopniu) marketingu.

– Mało tego: samo państwo premiuje śmieciówki! – zwraca uwagę Piotr Szumlewicz. Dzieje się tak na skutek preferowania przez publicznych zleceniodawców najtańszych ofert w przetargach publicznych. Wykonawcy robót często obniżają koszty właśnie poprzez stosowanie śmieciówek, a tryumfem takiej filozofii działania administracji jest głośny przetarg na dostarczanie korespondencji sądowej przez prywatną grupę PGP, która pokonała Pocztę Polską lepszą ofertą cenową. Nikt nie brał pod uwagę faktu, że różnica ta może brać się m.in. z faktu, że roznosiciele Poczty Polskiej pracują na umowach o pracę, a ci w PGP – na śmieciówkach. Nie należy bagatelizować tego zjawiska: Szumlewicz szacuje państwowe wydatki na przetargi na 150 mld zł.

Forma zatrudnienia zmienia się z wiekiem. I tak – według Diagnozy Społecznej – wśród osób poniżej 25 roku życia umowy o pracę na czas nieokreślony ma jedynie około 20% pracujących, a na umowę o pracę na czas określony – 45%. Jednocześnie należy pamiętać, że spora część młodych ludzi wciąż się uczy, jest więc ubezpieczona. Odsetek osób pracujących w wieku 25–34 lata i zatrudnionych na czas nieokreślony jest zbliżony do średniej dla ogółu osób w wieku produkcyjnym. Nie ma też wielkiej różnicy pomiędzy płciami: odsetek mężczyzn zatrudnionych na takie umowy wynosi 55%, a kobiet – 52%.

Przez wiele lat przedstawiciele organizacji pracodawców przekonywały, że uelastycznienie rynku pracy pomoże w zmniejszeniu bezrobocia i przyniesie obopólne korzyści po stronie pracodawców i pracowników. Dzisiaj wyraźnie widać, że skala nadużyć tego typu rozwiązań jest trudna do zaakceptowania, a ratunek przed wysokim bezrobociem okazał się mało skuteczny. Po pierwsze, stopa bezrobocia jeszcze niedawno sięgała 14% (co trudno nazwać niskim bezrobociem), i po drugie, wynosiłaby prawie 30%, gdyby do kraju wrócili polscy emigranci, szukający lepszych warunków zatrudnienia w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Irlandii i Holandii. Uelastycznienie przyniosło jeszcze większą przewagę pracodawców nad pracownikami, niebronionymi przecież przez związki zawodowe (mamy jeden z najniższych w Europie wskaźników uzwiązkowienia kadr) i otworzyło furtkę dla nieuczciwych pracodawców, dając im konkurencyjną przewagą nad tymi, którzy dbają o swoich pracowników. Pewnej części pracowników dało jednak swobodę, której oczekiwali. Czy reformy szykowane przez MPiPS i dotykające umów terminowych oraz umów cywilnoprawnych pozwolą ocalić te jasne strony uelastyczniania, zamykając pole do nadużyć? O tym dowiemy się już wkrótce.

Kamil Fejfer, k.fejfer@fise.org.pl

* Według Diagnozy na umowach cywilnoprawnych zatrudnionych było 2,3% pracujących, co można przeliczyć na ok. 350 tys. osób. To czterokrotnie mniej niż szacunki tej grupy prezentowane przez GUS. Ta rozbieżność wynika z zupełnie innej metodyki szacowania wspomnianej liczebności. Częściej eksperci rynku pracy wykorzystują dane GUS mówiące, że osoby zarabiające wyłącznie dzięki umowom cywilnoprawnym stanowią ok. 9% wszystkich zatrudnionych Polaków.