« Powrót do listy artykułów
Picture illustrating an article

Co zmienia oskładkowanie umów-zleceń

09.06.2014
Wojciech Kwinta   /
Fot. blumpy, źródło flickr.com, licencja CC-BY 2.0
Wersja do wydruku
Rząd zdecydował się zacząć walkę z nadużyciami w dziedzinie umów cywilnoprawnych. Jednak oskładkowanie takich umów (na początek umów-zleceń) krytykowane jest przez wielu aktorów na polskim rynku pracy – z różnych powodów.
 
Rządowa propozycja wprowadzenia składek ZUS od umów cywilnoprawnych wywołały burzliwą dyskusję wśród ekonomistów, przedstawicieli związków zawodowych oraz organizacji zrzeszających pracodawców. Najsłabszy jest głos samych zainteresowanych, czyli osób pracujących na podstawie takich umów. Dlaczego? Dlatego, że nie ma kto ich reprezentować. To jedna z bolączek: tylko w przypadku etatu pracownik ma prawo do urlopów, nadzoru warunków pracy, ochrony zdrowia, przynależności do związków zawodowych, ochrony części wynagrodzenia przed egzekucją komorniczą czy korzystania sądów pracy. Z tego powodu wszelkie umowy zlecenia, umowy o dzieło czy umowy o pracę na czas określony zostały określone mianem umów śmieciowych. – Umowy śmieciowe to legalne umowy zastosowane w sposób nielegalny. Nie chodzi o same umowy o dzieło czy zlecenia. Te są potrzebne i zostały stworzone do konkretnych celów. Chodzi o stosowanie ich tam, gdzie zgodnie z kodeksem pracy powinien być etat. To istota śmieciowego zatrudniania – tłumaczy Marek Lewandowski, rzecznik prasowy Przewodniczącego KK NSZZ "Solidarność".

 

Ponad milion pracuje na śmieciowych umowach
Pierwszym krokiem „cywilizowania” umów śmieciowych ma być wprowadzenie składek na ZUS. – Oskładkowanie umów cywilnoprawnych nie jest sposobem na walkę ze zjawiskiem nadużywania umów cywilnoprawnych oraz wzrostem liczby takich umów. Taką walkę skutecznie prowadzi Państwowa Inspekcja Pracy, która cyklicznie przedstawia wyniki przeprowadzonych kontroli – komentuje Wioletta Żukowska, ekspert Pracodawców RP. Dodaje, że dla PIP wzmożone kontrole będą priorytetem w najbliższych latach i należy się spodziewać, że skala nadużyć zostanie ograniczona.

Na razie według danych GUS na podstawie umów cywilnoprawnych pracuje 1,35 mln osób. Dlaczego ich liczba mocno wrosła w ostatnim czasie? – Przyczyn powinniśmy szukać w mało elastycznym prawie pracy i zbyt wysokich pozapłacowych kosztach pracy. Rząd po raz kolejny zamiast podjąć próbę faktycznego rozwiązania problemu „wyleje dziecko z kąpielą”. A skutki takiego działania nie będą korzystne ani dla osób wykonujących pracę w oparciu o umowy cywilnoprawne, ani w dłuższej perspektywie dla Fundusz Ubezpieczeń Społecznych i budżetu państwa – przekonuje Wioletta Żukowska.

Marek Lewandowski twierdzi, że powszechność umów śmieciowych wynika z chęci znaczącego obniżania kosztów przez pracodawców. – Istotą tej patologii jest dyskryminująca pozycja śmieciówek w stosunku do etatu. Są po prostu znacznie tańsze dla przedsiębiorców, a potencjalne konsekwencje ich stosowania są niewielkie. Kontrola legalności zatrudnienia jest w Polsce fikcją, a sądy najprostsze sprawy rozpatrują latami – podkreśla rzecznik Solidarności.

Ile osób na śmieciówkach?

Szacunki dotyczące struktury zatrudnienia na polskim rynku pracy bardzo się od siebie różnią w zależności od przyjętej metodologii. Przede wszystkim trudno nazwać „śmieciówką” umowę, z której obie strony – mając wybór – czerpią korzyści, a to czynnik subiektywny i niełatwy do zmierzenia. Badanie „Diagnoza Społeczna 2013”, które realizowane jest metodą ankietową, pokazuje, że umowami o pracę podpisanymi na czas nieokreślony może się pochwalić 54,2% pracujących Polaków (o 1,5 pkt proc. mniej niż dwa lata wcześniej). 18,6% pracowało na umowy o prace podpisane na określony czas, 9,8% – w indywidualnym gospodardstwie rolnym, 6,7% było samozatrudnionych poza rolnictwem, 2,9% pracowało we własnych przedsiębiorstwach, 2,3% utrzymywało się z umów cywilnoprawnych, a 2,4% – na czarno.

Praca bez poczucia bezpieczeństwa
Zatrudnienie na podstawie umów cywilnoprawnych rodzi szereg negatywnych konsekwencji dla pracowników. – Przedsiębiorcy stosujący umowy śmieciowe pozbawiają swoich pracowników elementarnych standardów zatrudnienia cywilizowanego świata. Przede wszystkim ubezpieczeń i przyszłej emerytury, ale nie tylko. Zleceniobiorcy lub wykonawcy umów o dzieło nie podlegają kodeksowi pracy, a zatem mogą procować tam gdzie nie przestrzega się zasad BHP, nie mogą skorzystać z ochrony sądu pracy np. przy niewypłacaniu wynagrodzenia – wylicza Marek Lewandowski. – Co więcej, umowy śmieciowe to także fałszywe samozatrudnienie. Przykładowo, spawacze z dawnych stoczni wykonują codziennie prace taką samą jak na etacie, ale są zmuszani do zakładania jednoosobowej działalności gospodarczej. Co prawda są dzięki temu ubezpieczeni i mają odkładane pieniądze na urlop, wciąż nie podlegają ochronie BHP i sądom pracy – dodaje. To nie wszystko: śmieciowe zatrudnienie to brak płatnych urlopów oraz płatnych zwolnień L-4.

Problem jest poważny tym bardziej, że dotyka dużej części społeczeństwa. I – jeśli nawet pominąć inne problemy – dziś zatrudnieni na „śmieciówkach” na starość nie będą zdolni do pracy. Teoretycznie powinni samodzielnie oszczędzać na emeryturę, w praktyce płacy często ledwie wystarczają do zaspokojenia bieżących potrzeb i o oszczędnościach nie ma mowy. Składki na ZUS powinny zapewnić przynajmniej minimalne środki do życia. – Oskładkowanie umów cywilnoprawnych wbrew zapewnieniom rządu nie poprawi sytuacji osób pracujących w tej formie. Dla nich będzie się to wiązało raczej z obniżką wynagrodzeń netto, ryzykiem bezrobocia czy pracy na czarno albo przejściem na samozatrudnienie. Nadal będą one poza ochroną prawa pracy. Trudno bowiem oczekiwać, aby przy wzroście kosztów pracy pracodawcy decydowali się zawierać umowy o pracę i to na czas nieokreślony – uważa Wioletta Żukowska.

Mniej do ręki, więcej na emeryturę
Czy warto więc wprowadzać składki emerytalne, szczególnie dzisiaj, przy 14-procentowym bezrobociu, czyli ponad dwóch milionach osób pozostających bez pracy? – To nie jest czas, aby wprowadzać dodatkowe obciążenia, które de facto ze składką ubezpieczeniową nie mają wiele wspólnego. Nie wiadomo nawet jaka będzie wysokość emerytur w przyszłości, nie ma gwarancji, że będą wypłacane. Składki są raczej quasi-podatkiem, skoro ich celem jest jedynie ograniczenie deficytu FUS i finansów publicznych – twierdzi Wioletta Żukowska.

Zdaniem Łukasza Kozłowskiego, eksperta Pracodawców RP, oskładkowanie istotnie ograniczy dochody osób współpracujących na podstawie umów cywilnoprawnych. – W przypadku nałożenia na umowę o dzieło samej tylko składki emerytalnej, pozapłacowe koszty pracy wzrosną ponad dwukrotnie, sprawiając że zleceniobiorca lub osoba realizująca dzieło będzie otrzymywać na rękę jedynie około 70 proc. tego, co płaci przedsiębiorca z tytułu ich wynagrodzeń. Nakładanie dodatkowych podatkowych i niepodatkowych obciążeń powoduje także spadek poziomu zatrudnienia ze względu na ograniczenie podaży pracy, gdyż nie każdy przecież zgodziłby się zarabiać mniej – tak właśnie działa klin podatkowy – wyjaśnia Łukasz Kozłowski.

Z drugiej strony sami zainteresowani oczekują zabezpieczenia. – Niedawny sondaż pokazał, że ponad 60 proc. ludzi pracujących na śmieciówkach chce ich oskładkowania, nawet jeśli będzie się to wiązać z niższym wynagrodzeniem. Czyli mają świadomość negatywnych konsekwencji takiej pracy – mówi Marek Lewandowski. Rzecznik podkreśla także, że emerytury będą naliczane od zgromadzonego kapitału zależnego od składek wpływających na indywidualne konta pracowników. – Każdy dziś pracy powinien służyć powiększaniu kapitału emerytalnego. A w Polsce system nazywany – chyba ironicznie – powszechnym obejmuje jedynie 52 proc. płatników PIT. W takiej sytuacji albo należy go zlikwidować, albo niech wszyscy solidarnie go utrzymują – komentuje rzecznik NSZZ Solidarność.

Rządowe rozwiązanie doraźne
Dotychczasowe propozycje rządowe nie zadowalają nikogo poza samym rządem. Związki zawodowe oczekują kompleksowego rozwiązania problemów zatrudnienia na podstawie umów cywilnoprawnych. – Domagamy się zasady „ta sama praca, te same uprawnienia, te same obciążenia i obowiązki” bez względu na to jak nazywa się moja umowa. Jeśli umowy śmieciowe przestaną być dla pracodawców tak znacząco tańsze, nie będą zainteresowani ich stosowaniem. Aby zgasić ogień trzeba znaleźć jego źródło. W tym przypadku źródłem są niskie koszty umów w stosunku do etatu – przekonuje Marek Lewandowski.

Oskładkowanie umów to także problem dla pracodawców obawiających się wzrostu kosztów zatrudnienia – dziś, według danych Pracodawców RP, koszt zatrudnienia pracownika to blisko 170 proc. jego wynagrodzenia netto. – W tej chwili należy unikać podwyższania kosztów pracy. Nadmiernie wysokie pozapłacowe koszty pracy stanowią jedną z najistotniejszych przyczyn bezrobocia, a w dłuższym horyzoncie czasowym przyczyniają się do ograniczenia tempa wzrostu gospodarczego – twierdzi Łukasz Kozłowski.

Jak skorzysta na wprowadzeniu składek rząd? Ministerstwo Finansów szacuje, że samo oskładkowanie umów-zleceń oraz oskładkowanie członków rad nadzorczych przyniesie w 2014 roku wpływy na poziomie 650 mln zł i o ten wzrost zostanie zmniejszona dotacja z budżetu państwa do FUS, konieczna do terminowej wypłaty świadczeń. – Początkowo wpływy do FUS będą wyższe, jednak w dłuższej perspektywie sytuacja Funduszu nie ulegnie poprawie. Składki tym różnią się od podatków, że mają charakter świadczenia zwrotnego i państwo kiedyś będzie musiało oddać tyle samo, ile teraz pobiera. A ze względu na coraz bardziej dramatyczną sytuację demograficzną jego zdolności do wywiązania się za kilkadziesiąt lat z dodatkowych zobowiązań, które teraz zaciąga, będą dużo mniejsze – informuje Łukasz Kozłowski. Wtedy znów pojawi się problem, a doraźne rozwiązania nie uzdrowią systemu ubezpieczeń społecznych. – Rząd nawet nie podejmuje próby przeprowadzenia kompleksowych zmian – dodaje ekspert Pracodawców RP.

Projekt oskładkowania przygotowany przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej został już przyjęty przez Komitet Stały Rady Ministrów, choć krytkują go tak organizacje pracodawców, jak i związki zawodowe. Najtrudniej poznać głos tych, którzy pracują na takich umowach, ale można zgadywać, że wraz z równaniem obciążeń, którego koszty ostatecznie i tak poniesie pracownik, oczekiwaliby przynajmniej takiej samej systemowej ochrony, na jaką mogą liczyć zatrudnieni na umowach o pracę. Pamiętajmy, że w Polsce mamy i jeszcze długo będziemy mieć rynek pracy podporządkowany pracodawcom i to oni mają więcej możliwości narzucania pracownikom mniej korzystnych rozwiązań, nadużywania prawa lub wręcz jego łamania. Problemy takie jak na przykład opóźnianie wypłat i nie realizowanie ich w ogóle jest patologią dotykającą coraz większej grupy zatrudnionych na umowy cywilnoprawne – patologią, której systemowo nie potrafimy wyplenić i niewiele robimy, by to zrobić. Budując rynek pracy na wzrorcach zachodniego modelu flexicurity najpierw zapewniliśmy możliwie jak najwięcej „flexibility”, czyli elastyczności. Może nadszedł w końcu czas na poważniejszą rozmowę o „security”, czyli poczuciu bezpieczeństwa pracowników objętych elastycznymi formami zatrudnienia.

Wojciech Kwinta

 

Komentarze

Do umów śmieciowych dodać trzeba, że większość Polaków w miastach powiatowych pracuje za najniższą krajową http://www.praca4u.net/najnizsza-krajowa.html która z roku na rok rośnie bardzo wolno o około 100 - 150zł brutto. Śmiesznie niskie wynagrodzenie, które nie wystarczy na wynajęcie mieszkania nie mówiąc już o dalszych kosztach życia.